Wspomnienie Anny Nowak o Marianie Schwartzu

Powyższa fotografia pochodzi z kroniki szkolnej i została wykonana w roku 1982

Jestem uczennicą pana Mariana Schwartza, niestety nie tą utalentowaną plastycznie. Na przełomie lat 60. i 70. pan Schwartz uczył mnie i moich rówieśników plastyki. Wtedy zupełnie nie zdawaliśmy sobie sprawy, że nie jest to zwyczajny, szeregowy nauczyciel. Może dlatego, że był bardzo skromny, nigdy nie opowiadał ani o sobie, ani o swoich pracach czy dokonaniach.

Byłam zdziwiona, gdy od starszego brata usłyszałam, że nasz nauczyciel projektuje witraże do kościołów. W szarym kitlu, energiczny, zawsze w ruchu, niepostrzeżenie wyrastał przed uczniem, by coś poprawić w jego pracy lub dać burę za używanie ołówka. Na całe życie zapamiętałam, że ołówek służy do szkicowania, a malując akwarelę, zarys przyszłego dzieła należy wykonać pędzlem umoczonym w wodzie. Parafrazując słowa poety, pragnę powiedzieć, że on pierwszy pokazał nam, jak zamazywać kontury, on nas wprowadził – tym razem z użyciem ołówka – w tajniki perspektywy. Po lekcjach chętnie biegaliśmy na kółko plastyczne, bo pan Schwartz odkrywał przed nami tajemnice linorytu. Wtedy zrozumiałam, jaka to trudna sztuka, która wymaga i talentu, i wyobraźni przestrzennej.

Dopiero w dorosłości odkryłam, kim jest pan Marian Schwartz, że w naszej małej społeczności żyje i tworzy wyjątkowy artysta, który dostrzega piękno naszej małej ojczyzny i utrwala je w swoich niezwykłych pracach. Gdy odwiedzałam go w domu, najpierw na ulicy Powstańców Wielkopolskich, a potem na tzw. działkach, pokazywał mi swoje dzieła, z dużym zaangażowaniem opowiadał o nich, ale także interesował się moim życiem, pytając o najbliższą i dalszą rodzinę. Odniosłam wrażenie, że trudno mu się rozstać ze swoimi pracami, że traktuje je jak ojciec dzieci. Długo musiałam go namawiać, by sprzedał mi rysunek jednej z obrzyckich ulic, obiecując, że będę obchodzić się z tym dziełem z należytym szacunkiem. Z kolei, kiedy okazałam się zupełnym ignorantem, chcąc kupić dwa linoryty wchodzące w skład myśliwskiego tryptyku, usłyszałam: „Albo całość, albo nic”. Na szczęście posłuchałam dobrej rady. Moje wizyty u pana Schwartza zaowocowały pięknym zbiorem jego prac. Wśród nich są takie, które ukazują Obrzycko, jakiego już nie ma – stary młyn, sąsiadujące z moim domem podwórko, a także te przedstawiające dawne obrzędy i obyczaje.

Na zakończenie chcę dodać, że pochłonięci codziennością nie dostrzegamy, że żyją wśród nas niezwykli ludzie, tacy jak pan Marian Schwartz. Tym bardziej się cieszę, że nie przeoczyłam jego talentu i że dane mi było doświadczyć jego obecności.

Anna Nowak

12 października 2018 r., uroczystość odsłonięcia tablicy upamiętniającej artystę

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s